W poprzedniej części poruszyliśmy kwestię tego, co to jest przestroga, oraz nakreśliliśmy nieco boską hierarchię tamtych czasów. Jednak uważamy, że wątek ten warto kontynuować również w tym rozdziale. Chociaż ustaliliśmy, że czarny kot przesąd to najstraszniejszy, to warto poznać inne złowrogie siły nieczyste. Może okażą się dla niektórych bardziej wstrząsające niż zwyczajny czarny kot na drodze? A może przeciwnie: znajdą się śmiałkowie, których nic nie wzruszy.

Zło czające się na każdym kroku

Nie bez przyczyny nadaliśmy taki właśnie nagłówek. Według Polan zło rzeczywiście wyczekiwało sposobności do ataku i oczywiście nie ustępowało nawet na chwilę. Przedstawiciela sił nieczystych spotkać można było wszędzie, a nawet jeśli się go nie ujrzało na własne oczy, to istniała ewentualność, że i tak umrzemy ze strachu. Zresztą, nie ważny był faktyczny powód: to była wina potwora i koniec. I nie żeby wszystkie bestie były okropne, oślizłe lub zgniłe. Nie, zdarzały się również istoty piękne, i według niektórych, to właśnie one były najniebezpieczniejsze.

A jeśli nawet nie zarejestrowano obecności kogokolwiek w pobliżu wspomnianego denata, również znajdowało się wytłumaczenie: atak mógł zostać przypuszczony przez zjawę lub temu podobne stworzenie, albo co równie okropne, ktoś lub coś dopuściło się aktu magicznego, czego skutkiem był śmiertelny urok. I tyle: w tym momencie znany brytyjski detektyw może się schować ze wstydu za jednym z drzew- zagadka została rozwikłana bez jego udziału. A jakież to inne krwiożercze istoty prócz tych pozbawionych ciał grasowało po zielonych terenach Polski? No, troszkę tego było.

W podwodnej toni, w niebieskich przestworzach

Poczwary przemierzające samotnie świat nie były dziełem przypadku. Każda powstała z jakiegoś powodu, a jej egzystencja miała swój cel, który na ogół pozostawał nieuchwytny mimo wszelkich starań demona. Skatalogowane one zostały według kategorii: podzielono je m.in. na stworzenia wodne, powietrzne, leśne i górskie. Oczywiście z przypisanego otoczenia czerpały swą siłę, by przegrywać w starciu z jego przeciwieństwem. Ot, jak to w przyrodzie bywa. Pod terminem stworzeń wodnych znajdziemy przede wszystkim Mamuny. Zamieszkiwały one mokradła i jamy w pobliżu rzek i bagien. Wiodły nieszczęśliwy „żywot” kobiet które wydały ostatnie tchnienie przy porodzie lub w ciąży. Nie dane im było posiadanie własnego dziecka, więc „pożyczały” je od innych matek. Opracowały strategię obserwacji przyszłej matki, by w dogodnym momencie wykorzystać okazję i uprowadzić niemowlę nieuważnej kobiety.

Zdarzało się, że Mamuny pozostawiały w zamian swoje dziecko: brzydkie, upośledzone lub o złym charakterze. Rodzice mogli próbować odzyskać swoje maleństwo odnosząc na skraj lasu tzw. odmieńca. Mamuna miała usłyszeć płacz swego dziecka i wzruszona zwrócić porwane. Nie odnotowano takiego zajścia. Demony te często objawiały się, jako przerażające, stare kobiety z obwisłymi piersiami, jednak niektóre podania donoszą, że Mamuny przybierały zniewalająco piękne postacie by wabić mężczyzn. Zdarzało się, że nazywano je po prostu boginkami lub rusałkami i przypisywano masę większych i mniejszych przewinień.

Ich sąsiadami o równie niemiłym usposobieniu były wodniki (demony wyższego rzędu, panujące pod powierzchnią wody i zajadle strzegące otoczenia w którym zamieszkiwały) oraz utopce (dusze utopionych osób, zarówno przypadkiem, jak i w akcie samobójczym czy z powodu ataku wodnika). Przenieśmy się wyżej. W powietrzu spotkać mogliśmy m.in. Płanetnika, zarządcę pogodowego, decydującego gdzie i kiedy spadnie deszcz, oraz jaka będzie jego intensywność, latawce i latawice wypatrujące ofiar podatnych na uwiedzenie czy udręczone porońce- dusze dzieci zmarłych w łonie matki lub tuż po narodzinach, które nie miały szansy skorzystać z życia.

Po górach, dolinach, a często i polach

W naszej kolekcji nie mogło także zabraknąć przedstawicielki polnej demonologii: Południcy. Południce były kobietami, które zmarły w dzień własnego ślubu lub w jego okolicach. Nie nacieszyły się rolą żony, a więc w odwecie za los, który je spotkał przemierzały pola w każde południe, poszukując męskich ofiar. W najlepszym wypadku poddawały ich torturom, w najgorszym pozbawiały życia przy użycia swojego sierpa. Południce nie mogły również znieść obecności dzieci: przypominało im to, że nigdy nie posiadały własnego. Zabijały więc również nieletnich, porzucając ciała w przydrożnych rowach. Demonicę poznać można było również po sforze czarnych psów, która jej towarzyszyła. Na swojej drodze spotkać można było również Licho.

Chociaż nikt nie jest pewny co do dokładnego wyglądu tego stworzenia: ukazywało się niezwykle rzadko, jednak pewne było to, że jeśli upodoba sobie jakiegoś człowieka, spokój w jego życiu przestanie być rzeczą oczywistą. Licho mogło doprowadzić do pożaru, biedy, głodu, a nawet wypadku. Nie dawał się przekonać do sojuszu i rzeczą wręcz niemożliwą było uchronienie się przed nim. Licho to demon wędrujący, szybko nudzący się „pracą” w jednym miejscu, więc to była jedyna nadzieja Słowian. W przypadku, gdy zdarzy nam się zabłądzić w lesie, również powinniśmy się mieć na baczności: spotkać się mogliśmy twarzą w twarz z opiekunem lasu Leszym, albo psotnymi rusałkami. O ile drobne boginki serwowały jedynie mało znaczące psikusy, to postać Leszego mogła napędzić stracha. Zwłaszcza wtedy, gdy jego królestwo zostało zszargane.

Podsumowanie

Prawdziwa trwoga, mogła jednak dopaść osoby, które zetknęły się z krwiożerczymi strzygami, wąpierzami czy nocnicami- oczekiwały one w ukryciu na nadejście nocy, by wtedy zaatakować nieświadomą ofiarę. Zawsze groźnie brzmi mówiąca o nich przestroga ostrzeżenie to powinniśmy sobie wziąć jak najbardziej do serca i stosować środki ostrożności chociażby z ostrożności. A jak brzmiałaby nasza przestroga na przyszłość w tamtych czasach? Miej się na baczności i nigdy nie ignoruj tego co skrywa otaczający Cię cień.

Zostaw komentarz